top of page

Święta, święta i po świętach...

Zaktualizowano: 18 mar 2020

Przyznam się bez bicia - nie chciało mi się tego posta pisać wcześniej, aczkolwiek właśnie wzięła mnie wena i uznałem, że warto, bo przed świętami zaplanowałem jak ten post powinien wyglądać. Szkoda by było zmarnować :))

Przechodząc już do rzeczy. Mam nadzieję, że karp był dobry i bez ości, że prezenty was ucieszyły, to był dobry, rodzinnie spędzony czas itd. - wiecie o co chodzi, niejedne takie same rymowane życzenia dostaliście, więc chyba nie muszę kontynuować.

Niemniej do tego jeszcze pewnie wrócę.

Jak podałem w tytule - już po świętach, atmosfera zeszła, więc jest to dobry moment, żeby zrobić lekko satyryczne podsumowanie i pokazać wam moje spojrzenie na te święta. Zacznijmy więc!


Najpiękniejsza część świąt - Grudzień - czas przed nimi


Tak kiedyś komuś powiedziałem, i właściwie wciąż tak myślę. Dla mnie najlepsze w świętach nie są one same, a czas oczekiwania na nie. Niektórzy moi znajomi mówią, że właśnie wtedy - na początku grudnia, ale czasem i wcześniej np. od końcówki listopada ;) - wyłania się z czeluści mego ciała drugi Kacper, który jest dosłownym uosobieniem świąt. Taka prawda, święta są, były i będą moim żywiołem. Ale nie dziwcie mi się - kocham je <3. Galerie handlowe, place, większe ulice całe przyozdobione w różne świąteczne ozdoby, świąteczne piosenki w radiach i sklepach, jarmarki bożonarodzeniowe w dużych miastach, wszystkie te gówniane reklamy pożyczek, przecen etc. związane ze świętami, tłumy ludzi w galeriach (tak, nawet to lubię) w Black Friday, czyli moje osobiste zakupowe święto, ubieranie świątecznych rzeczy, ozdabianie choinki - no, jak widzicie - mógłbym wymieniać to w nieskończoność. I co najważniejsze, bo tworzy się z połączenia tego wszystkiego - wszechobecna atmosfera zbliżającej się Gwiazdki. Kupowanie prezentów, słuchanie piosenek, o tym, że "w minione święta dałem ci swe serce, ale je odrzuciłaś. Tego roku, by uchronić mnie przed łzami, dam je komuś specjalnemu" Ale schodząc lekko ze mnie, a właściwie wchodząc na inną strefę mnie - w tym roku było inaczej. Jak tylko skończył się ogólny hype na halloween, to już odliczałem do świąt. Pamiętam nawet bardzo dokładnie, że 14 listopada około godzin późno popołudniowych, jak wracałem do domu, to pierwszy raz włączyłem piosenkę Mariah Carey "All I want for Christmas" i od tego się w tym roku zaczęło. Od połowy listopada. Na początku to było fajne, odczuwanie świąt itd. Ale w pewnym momencie przeszedłem przez granicę, przez którą nie powinno się przechodzić. Było to na kilka dni przed świętami, więc w najgorszym momencie. Święta zaczęły mnie męczyć. Byłem już tak przytłoczony tym wszystkim, czego zawsze tak łaknę, że już więcej nie mogłem. Nareszcie miałem inną perspektywę i choć trochę zrozumiałem, dlaczego niektórzy ludzie tak nie lubią świąt. Tak, więc kończąc tą część mojego posta - czas na małe podsumowanie, konkluzję i radę dla was. Na święta i czas przed nimi powinien być przeznaczony TYLKO grudzień, żeby nie przegiąć. Bawcie się w święta, odczuwajcie je całym sobą i chłońcie tą magiczną moc, zarażajcie nią innych, ale jak ktoś nie chce, to nie uszczęśliwiajcie go na siłę.


Media i aspekt religijny


Przechodząc do kolejnej części świąt, wypadałoby trochę powiedzieć o mediach i religii vs. dzisiejsze święta. Bo jest to ciekawy wątek. Znacie napewno św. Mikołaja, który wygląda tak:

Zdajecie sobie też pewnie sprawę z tego, że nie jest to ten prawdziwy św. Mikołaj (później wytłumaczę, dlaczego itd.). Ten prawdziwy nie pochodził z Laponii, i był biskupem Miry, miasta, które dziś znajdowałoby się w Syrii Coś wam świta? Jego pełne imię to Święty Mikołaj z Miry,

a przedstawiany jest w ten sposób:

Wiecie, skąd wzięły się te dwie różne "wersje" św. Mikołaja? Nie? To super :)

Mikołaj widoczny na zdjęciu obok, to postać, która żyła na

przełomie III i IV w. naszej ery. Został spopularyzowany, w takim właśnie wydaniu, gdyż przez całe życie dzielił się swoim wielkim majątkiem z biednymi. Jak głosi legenda, zawsze miał pełny stół, najlepsze zabawki i ubrania, i jednocześnie smuciło go, że inne dzieci nie mają takiego dostatku jak on. W pewnym momencie uznał, że pomoże Bogu w opiece nad ludźmi. Zawsze, gdy szedł do kościoła, brał tyle jedzenia i słodyczy, ile mógł unieść i rozdawał je biednym. Gdy już dorósł, i odziedziczył po rodzicach majątek, zaczął go rozdawać biednym, z myślą, że on tyle nie potrzebuje, a ludziom się przyda. Był podziwiany w całej Mirze przez swoje uczynki i tak został wybrany na biskupa. Pewnego razu, gdy szedł ulicami miasta, zasłyszał rozmowę dwóch mężczyzn. Jeden z nich domagał się od tego drugiego zwrotu długu lub oddania córek w niewolę. W nocy, gdy wszyscy spali, Mikołaj zakradł się pod dom dłużnika i przez komin wrzucił 3 woreczki z kosztownościami. Przy zgaszonym palenisku schły pończochy dziewcząt i dziełem przypadku wpadły do nich woreczki (stąd wziął się zwyczaj wieszania specjalnych skarpet prezentowych). Od IX wieku czczony był w całej zachodniej europie jako cudotwórca. 6 grudnia, czyli Mikołajki (dzień śmierci Mikołaja z Miry) wzięły się właśnie z tego czasu - w Konstantynopolu obchodzono 6 grudnia święto Mikołaja.


Skąd więc wziął się ten przemiły grubasek w czerwonym stroju, z kolorystycznie dopasowaną czapką z pomponem w białym kolorze?


Nie, nie wziął się on z reklamy Coca-Coli, jak ludzie mówią - ta reklama tylko go spopularyzowała. Św. Mikołaj, jakiego znamy to XIX w. wymysł Amerykańskiego, a dokładniej -nowojorskiego pisarza Clementa Clarke'a Moore'a. W 1823 r. napisał on wiersz zwany "Noc wigilijna" (incipit - "Działo się to w Wigilię"), w którym św. Mikołaj przybywa na saniach, ciągniętych przez 8 reniferów ( Kometek, Amorek, Błyskawiczny, Fircyk, Pyszałek, Tancerz, Złośnik, Profesorek). Ciekawostka - jak pewnie widzicie, nie ma tutaj podanego Rudolfa. To nie jest błąd, Rudolf pojawił się w XX w. za sprawą powieści Roberta L. Maya "Rudolph, the Red-Nosed Raindeer". Wracając do Mikołaja - sanie i renifery gryzły się nieco z syryjską Mirą, tak więc wygląd Mikołaja został wtedy zmieniony.


W 1931 roku Haddon Sundblom, artysta "najemny" na prośbę agencji reklamowej D'Arcy opracował dzisiejszy wygląd św. Mikołaja - poniżej macie tę właśnie reklamę.

Od tego Bożego Narodzenia rozpoczął się prawdziwy boom św. Mikołajów w takim właśnie "wcieleniu". Kolejne reklamy pojawiały się rok po roku. Poniżej

wrzuciłem wam kilka z nich:




Ta reklama pochodzi z 1932 roku, też została zaprojektowana przez Haddona Sundbloma.









Pierwsza grafika (lewa) pochodzi z 1936 roku, natomiast druga (prawa) została stworzona w czasie wojny - w 1941 roku. Obydwie oczywiście narysowane przez Haddona Sundbloma.










Lewa grafika to rok 1951, czyli już po wojnie, natomiast ta po prawej to rok 1964, czyli ostatni rok, gdy zaprojektowanie świątecznej reklamy zostało zlecone Haddonowi Sundblomowi.


Jak więc sami widzicie - św. Mikołaj, jakiego znamy z przedstawień przedszkolnych, wystaw, reklam itd. jest dość młody. Cieszę się, że mogłem wam to napisać, gdyż w czasie researchu sam dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy.


Także ten, to moje podsumowanie tych świat + nieco wiedzy Dobrych ferii, dla tych, którzy mają lub jeszcze nie mieli :)


Bibliografia:

 
 
 

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze


Napisz tutaj, co sądzisz o moim blogu.

Dzięki za opinie!

© 2019 by Kacper Kaźmierczak. Proudly created with Wix.com

bottom of page