top of page

Musical „Nędznicy” (fran. - "Les Miserables") - (nie)recenzja.

"Nędznicy" to ekranizacja francuskiej powieści napisanej w XIX w. przez Victora Hugo. Za reżyserię musicalu odpowiada Tom Hooper. Światowa premiera odbyła się 5 grudnia 2012 roku. Opowiada on o XIX w. Francji, w czasie rewolucji. Głównym bohaterem jest Jean Valjean, w którego rolę wcielił się Hugh Jackman. Jest on byłym więźniem, skazanym za kr


adzież chleba, który miał być dla jego siostrzeńca. Podczas zwolnienia warunkowego po odbyciu 19 lat służby, stara się uciec od świata. W krytycznym momencie spotyka na swej drodze księdza, który mu pomaga. Niestety, Jean wykrada kosztowności z kościoła, natomiast rankiem, gdy przyprowadzają go żołnierze, ksiądz nie jest zły - wręcz przeciwnie. Oddaje mu resztę cennych rzeczy, wierząc, że w ten sposób żebrak stanie się dobrym i uczciwym człowiekiem. Jest to początek przemiany naszego bohatera, z nienawistnego biedaka, do pełnego miłości, współczucia i chęci niesienia


pomocy człowieka. W ciągu rozwoju zdarzeń, drogi Jean’a często splatają się z drogami Javert’a (grany przez Russella Crove'a), który jest lokalnym inspektorem ówczesnej królewskiej policji. Javert nie chce uwierzyć w przemianę Jean’a, a poza tym - jako policjant - ma za zadanie złapać zbiega. Gdy Jean jest już bogaty i szanowany przez ludność, nagle umiera jedna z jego pracownic (jedna z ważniejeszych postaci - Fantina, zagrana przez Anne Hathaway) pozostawiając po sobie dziecko. Nasz protagonista, w zadośćuczynieniu Bogu za to, co dla niego zrobił, chce temu dziecku pomóc. To, co opisałem wyżej to pełnoprawny pierwszy akt tego musicalu. (W TYM FRAGMENCIE BĘDZIE SPOILER)

O czym opowiada ten film? O rewolucji francuskiej, o młodzieńczej

i niewinnej miłości. Natomiast patrząc już na wątki postaci to mamy dwie główne kwestie - wewnętrzny konflikt człowieka, który z jednej strony ma być stróżem prawa i je egzekwować, a z drugiej strony budzi się w nim współczucie i powątpiewanie w słuszność prawa. Jest to wątek Javert'a, który kończy się jego śmiercią. Jak sam powiedział przed skokiem z mostu:

"I czy on wie, Że darując mi życie dzisiaj, Zabił mnie i tak."

Tak więc jest to wątek tragiczny. Drugi główny temat filmu to próba ucieczki przed samym sobą. Sobą sprzed lat, który narozrabiał, i przez owe uczynki sprowadził na siebie problemy, przed którymi obecny "Ja" próbuje się ukryć. Na końcu jednak Jean przekazuje córce dokument, w którym napisał kim wcześniej był. Ostatecznie i tak prawda wychodzi na jaw, ale ex-Valjean nie próbuje już przed swoją przeszłością uciec. Patrząc na moje ogólne odczucia po obejrzeniu "Les Miserables", to są one pozytywne. Pomimo tego, że musical jest dość długi (ponad 2h 30min), to jest bardzo przyjemny w odbiorze. Postaci są szczere, scenografowie i ekipa od charakteryzacji zrobiła świetną robotę, więc też świat przedstawiony jest bardzo wiarygodny i fabuła nie jest bardzo trudna. Oczywiście porusza trudne tematy, ale sama w sobie jest dość lekka, więc się to bardzo przyjemnie ogląda. Co do muzyki (nie chodzi mi o śpiew, a o warstwę muzyczną) - niestety się na niej nie skupiłem, bo bardziej starałem się zgłębić elementy filmowe (btw. to jest film, więc sam się sobie nie dziwię), ale co mogę powierzchownie powiedzieć - pasuje. Jest dobrze dobrana, świetnie komponuje się ze śpiewanymi kwestiami aktorów, oraz z danymi fragmentami filmu - spokój, napięcie lub rozpacz.

Jak mówiłem, aktorstwo w filmie jest na wysokim poziomie. Nie ma się co dziwić, bo w końcu

w produkcji wzięły udział aktorskie sławy, m.in. wyżej wymienieni Hugh Jackman, Anne Hathaway, Russell Crove ale też Eddie Redmayne, Amanda Seyfried, czy Sacha Baron Cohen lub Helena Bonham Carter. Wszystkie postaci są bardzo wiarygodne i prawdziwe, i nawet pomimo trudu, jakim są same śpiewane kwestie, aktorzy ci zagrali swoje role wyśmienicie. Jednak uważam, że chwilami Marius (Eddie Redmayne) grał swoje kwestie za bardzo i było to aż nienaturalne. Natomiast reszta wypada świetnie - Thenardier (S. B. Cohen) jest

odpowiednio chytry, Cossette (Amanda Seyfried) jest bardzo niewinna i to do postaci pasuje, a Javert (Russell Crove) budzi postrach jako inspektor. Aczkolwiek, pomimo tego, że podoba mi się gra aktorska karczmarza i jego żony, to nie podoba mi się charakteryzacja. Te postaci są złe, bo są złe. Tyle o nich mówi nam fabuła. To oczywiście dobrze, że nie ma osobnego wątku, który w rozbudowany sposób pokazuje ich genezę, natomiast fajnie byłoby, gdyby te postaci miały jakąkolwiek motywację inną niż chciwość.

Fabuła jest prosta, więc nie pojawiają się bezsensowne odbicia, poboczne wątki, które nic nie wprowadzają itd. To jest duży plus. Wiele scen jest bardzo angażujących emocjonalnie - nie chcę ich tutaj podawać, żeby nie spoilerować, ale niesamowicie wzruszyły i poruszyły mnie ostatnie sceny, gdy fabuła się rozwiązuje. Jest tam jedna scena z prawie wszystkimi bohaterami, w której wszyscy śpiewają i przez ogrom i moc tej sceny, tak mi zapadła ona w pamięć. Wszystko jest sensownie nagrane, wielki szacunek dla aktorów, że sceny śpiewane są grane na raz, więc całą, czasami dość długą, kwestię trzeba zaśpiewać na raz, przy jednoczesnym zachowaniu szlifu aktorskiego.


Na pierwszy rzut oka, jak zobaczyłem długość "Nędzników", to nieco mnie ona odrzuciła. Dopiero później okazało się, że jest ona odpowiednia, chociaż uważam, że przez brak rozwinięcia jednej kwestii nawet te 2h 30min to za mało. Chodzi mi tu o rozłąkę Mariusa i Cossette (postacie z powyższego zdjęcia). Oprócz tego, że w jednej scenie śpiewają, że muszą być w rozłące, chociaż rozwijające się w nich uczucie im na to nie pozwala, to właściwie w ogóle nie widać, żeby starali się wpłynąć jakoś na to, że nie dane będzie im się więcej zobaczyć. Brakuje mi jakiejkolwiek walki o to, żeby mogli być razem. Film niestety pokazuje, jakoby to główny bohater bardziej starał się o związek swojej "córki" i Mariusa, niż oni sami. Czegoś, co wzmocniłoby moje, czyli widza, odczucie, że to, jak te postacie starały się o swój związek wpłynęło jakkolwiek na to, że finalnie im się udało.


Osobiście uważam, że zastosowanie w "Nędznikach" dialogu śpiewanego nie jest dobrym zabiegiem. Pomimo tego, że jak wspominałem wcześniej, aktorzy świetnie odegrali i odśpiewali swoje kwestie, to wg. mnie niektóre z nich o wiele lepiej zabrzmiałyby, gdyby były mówione. W takiej sytuacji można byłoby twardo odkreślić tekst mówiony od tekstu śpiewanego, który chwilami przez brak muzyki przechodzi w tekst recytowany i też wyszło by to dobrze. Tekst mówiony byłby mówiony, a śpiew i recytacja byłyby też bardziej zaakcentowane.




Czy "Les Miserables" ma jakieś przesłanie? Czy niesie za sobą jakąś wartość? Oczywiście - klasycznie, czyli "dobro zawsze zwycięża", ale też coś bardziej abstrakcyjnego, czyli np. to, że każdy człowiek może się zmienić, że każdy może dostać od losu drugą szansę, lub też mniej pozytywne - przeszłość człowieka zawsze go dogoni, czy podobne: człowiek nie może w pełni zamknąć danego rozdziału w swoim życiu, bo owy "rozdział" zawsze będzie na przyszłe życie wpływał. Tak więc, podsumowując wszystkie plusy i minusy, to chyba odpowiednia ocena to 9/10. Musical jest świetny i bardzo go polecam, natomiast kuleje wg. mnie w kilku wcześniej przedstawionych w kwestiach, czyli np. motywacja niektórych postaci, czy dialog śpiewany oraz wątek głównej pary.

Komentarze


Napisz tutaj, co sądzisz o moim blogu.

Dzięki za opinie!

© 2019 by Kacper Kaźmierczak. Proudly created with Wix.com

bottom of page