top of page

Co mnie denerwuje w społeczeństwie? Pt. 1

Zaktualizowano: 9 maj 2020

Gdy tworzyłem tego bloga, przyświecał mi pewien cel. Od zawsze z dystansu i z dystansem patrzę na społeczeństwo, w którym żyjemy i widzę jego mankamenty. Małe rzeczy, które stają się ważne, jak tylko spojrzy się bliżej. I właśnie nadrzędnym celem tego bloga było pisać o takich rzeczach - tych właśnie problemach społeczeństwa. Stąd właśnie wziął się mój tytuł. Czuję się "inaczej" w społeczeństwie, bo mam wrażenie, że widzę i zwracam uwagę na więcej rzeczy niż inni. Chciałbym w tym miejscu zacząć małą serię. Posty "Co mnie denerwuje w społeczeństwie" to będą krótkie jednotematyczne wpisy, które będę pisał na świeżo, jak tylko skończę o nich myśleć i je analizować. Nie będę się tutaj pożytkował specjalistyczną wiedzą. To będzie mój subiektywny punkt widzenia na dany temat bazowany na tym, co wiem i co myślę. Niemniej swoją wiedzę z zakresu socjologii będę się starał poszerzać, żeby moje treści były coraz bardziej merytoryczne. Dzisiejszym tematem, o którym ostatnio trochę myślałem i który mnie bardzo wzburza jest jakże poetycki temat - "Zbrodnia i kara". Bardziej kara, niż zbrodnia, ale tytuł książki Dostojewskiego pasował tu znakomicie. Naczelnym tego przykładem tego jest zabójstwo drugiej osoby, nieważne w jakim ona jest wieku. Narusza to, oczywiście, wszelkiego rodzaju kodeksy - od Biblii (przykazanie 5 - "nie zabijaj"), przez kodeksy moralne personalne, aż do kodeksów prawnych. Niemniej problemem jest tu chyba inna rzecz. Spójrzmy na zabójcę. Jego/jej czyn odebrał komuś prawo do życia. W tej sytuacji, zgodnie z kodeksami prawnymi, w zależności od stopnia okrucieństwa itd. mamy kilka wyjść. Dawniej praktykowano zasadę Hammurabiego (oko za oko, ząb za ząb), do niedawna jeszcze w Ameryce obowiązywała. Inną opcją jest więzienie (zależnie od okrucieństwa liczba lat się zmienia). Chciałbym się tu skupić na dwóch wariantach - kara śmierci oraz kara dożywocia. Przez to, co zrobił, ktoś inny nie żyje. Zabójca bezprawnie odebrał mu jego najważniejszy i najlepszy przywilej - przywilej życia. Nie jest żadnym bóstwem, więc musi ponieść karę. Opcje są dwie - śmierć lub dożywocie. Obydwie oznaczają to samo - zabójcy również odbiera się prawo do wolnego życia. Czy w takim razie za jeden czyn muszą płacić dwie osoby? Ten morderca mógłby żyć normalnie dalej, z myślą że kogoś zabił z tyłu głowy, ale jednak by żył. Ale z drugiej strony, zasada Hammurabiego oraz coś innego - poniesienie odpowiedzialności za swoje czyny. Gdyby nie to, to nagle wszyscy mogliby w dowolnych ilościach zabijać i nie mieć z tego tytułu żadnych konsekwencji prawnych.. Wydaje mi się, że ten problem ujawnia podstawowy mankament społeczeństwa, jako grupy, którą ktoś stara się okiełznać za pomocą systemu praw i obowiązków. Mankament, który był poruszony w nieco zmienionej formie w Antygonie. Jednym z ważniejszych problemów tam było - sprawiedliwość kontra dobro ludzkie. Jak dobrze wiemy, w Antygonie finalnie wygrało dobro ludzkie (oraz prawo Boskie), więc analogicznie w tym wypadku powinno być tak samo. Jednak jak widzimy, wygrywa sprawiedliwość, która na tle zasad "z góry" jest niczym, jest fikcją wymyśloną przez człowieka, by utrzymywać w ładzie i porządku grupę ludzi. Dlatego też trzeba sobie zadać pytanie. Co jest ważniejsze? Zasada Hammurabiego, czy przywilej życia? Innym, równie ważnym aspektem, jak roztrząsany wyżej podstawowy problem jest jeszcze kwestia egzekutorów sprawiedliwości. Taka osoba (sędzia, prokurator itd.) również nie mają żadnych boskich praw ani mocy, by ustanawiać tak wysoce ponadludzkie wyroki. Idąc dalej, w pewien sposób są lustrzanym odbiciem mordercy. Tylko że oni za odebranie komuś przywileju wolnego życia nie ponoszą kary, wręcz przeciwnie - tak zarabiają pieniądze. Największym tutaj problemem jest chyba jednak ludzka zabawa w Bogów. Istoty prymitywne (choć nie tak, jak zwierzęta) mają podejmować decyzje, do których podejmowania nie mają praw. Jednak ten problem to nie tylko kwestia decydowania o życiu. Cały XXI w. to jedna wielka zabawa w Bogów. Ingerencja genetyczna, niszczenie planety, poskramianie i oswajanie gatunków, których dawniej się unikało. Jednak ten temat jest zbyt obszerny i wielowątkowy, bym mógł go tu kontynuować. Oczywiście, że poruszam tu bardzo kontrowersyjną tezę, i "bronienie" mordercy nie jest dobre, jednak ja nie staram się na to spojrzeć przez pryzmat prawa karnego, bo to je właśnie obnażam. Ja staram się tu zwrócić uwagę na inną rzecz - dylemat życia ludzkiego, jak łatwo komuś je zabrać, i jak łatwo sam zostać z niego okradzionym. To prowadzi nas do podsumowania moich dzisiejszych rozmyślań. Prawo, które ustanowił człowiek wchodzi w konflikt z dobrem człowieka, choć jednocześnie ma je zapewniać. Zależnie od strony, z której na to spojrzymy, to wyjawia się inna odpowiedź. Prawnie - działa Bosko - coś tu jest nie tak, bo ludzie nie mogą o tym decydować Moralnie - konflikt, bo jest racja w obydwu ww. kwestiach. To tyle na dziś! Mam nadzieję, że forma takich wpisów wam się podoba - jak nie, to dajcie jakoś znać. Będę się teraz starał nieco inaczej do tego podejść. Dzięki za przeczytanie i do następnego :) K.

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Komentarze


Napisz tutaj, co sądzisz o moim blogu.

Dzięki za opinie!

© 2019 by Kacper Kaźmierczak. Proudly created with Wix.com

bottom of page